site en polonais
         
 
Biografia
Artykuły
Poezja
Fotografie
Bibliografia
Linki
Kontakt
 
 
 
 
Pani Maria pomogła*

Erna Podhorizer

Dziś w rocznicę powstania w getcie warszawskim poświęcimy chwilę wspomnienia tym Polakom, którzy w czasie okupacji hitlerowskiej przeciwstawiali się barbarzyństwu i okazywali pomoc prześladowanym i umęczonym ludziom. Pragnę tu opowiedzieć o szlachetnym obrońcy wszystkiego co ludzkie i postępowe, o Marii Fedeckiej, która znana była w Wilnie jeszcze w okresie przed drugą wojną światową. Pani Maria - Polka o czułym sercu nie przeszła obojętnie obok żadnego aktu przemocy, żadnego gwałtu i niesprawiedliwości.

Pamiętamy dobrze owe lata w Polsce sanacyjnej, gdy "patriotyczna" młodzież "walczyła" na Uniwersytetach pałkami o "prawe" i "lewe" ławki, gdy pomagała "uzdrowić" handel w Polsce plądrując kramy żydowskie, napadając i bijąc do krwi spokojnych ludzi, których nosy nie miały aryjskiego kształtu. Pani Maria zawsze manifestowała swój protest przeciwko tym burdom, na przykład przedzierając się przez szeregi pikieciarzy, demonstracyjnie wchodziła do żydowskiej księgarni i prosiła by umieścić na kupionej książce nalepkę firmową z nazwiskiem właściciela.

Adres Marii Fedeckiej znali wszyscy którym potrzebna była pilna pomoc. Gdy historyk sztuki Józef Sandel musiał na skutek hitlerowskiego terroru opuścić Niemcy, znalazł w Wilnie u p. Fedeckiej dom i oddanych przyjaciół.

Piękną kartą w życiu Marii Fedeckiej była jej współpraca z postępowymi działaczami polskimi, którzy w latach 1936-1937 wydawali w Wilnie pismo "Po prostu". Ci młodzi ludzie, którzy marzyli o prawdziwie demokratycznej Polsce, znaleźli w p. Marii oddanego przyjaciela. Niemałej odwagi wymagało w owych czasach popieranie takiego pisma. Maria Fedecka nie wahała się ani chwili i jak długo to się tylko udawało, umożliwiała wydawanie pisma.

Nic więc dziwnego że taki człowiek jak p. Maria niósł również w czasach hitlerowskiego terroru pomoc nieszczęśliwym i prześladowanym ludziom. Były przewodniczący Rady w Wilnie Jan Druto wraz ze swą rodziną właśnie Jej zawdzięcza swe życie. Pani Maria nosiła jedzenie do więzienia prof. J.Dembowskiemu.

A iluż Żydów ocalało dzięki Pani Marii! Przez Jej dom przewinęły się setki ludzi, których ona wyciągnęła z wileńskiego getta. Nie było takiej nocy kiedy by w domu pp. Fedeckich nie nocowali Żydzi. Pani Maria przekupiła urzędnika Biura Paszportowego, mogła więc zaopatrywać ludzi w autentyczne dokumenty. Wiele osób czy to w Polsce czy na świecie wspomina imię p.Marii z należną czcią.

Jej zawdzięczają swe życie rodziny: Chwoles, matka i córka (teraz zamieszkałe w Belgii), Załkind, pani Szabad z córkami, Dr.Szadowski z rodziną, adwokat Mire Brand, pani Kaczergińska i wielu innych. Pani Maria utrzymywała przez całą okupację dwoje żydowskich dzieci, malutką córeczkę wileńskiego adwokata p. Smilga i Krysię Szylańską (obecnie zamieszkałą we Włoszech). Kto przeżył koszmar lat okupacji zdaje sobie sprawę czym groziło ratowanie Żydów. Ale Maria Fedecka nie wahała się ani chwili, gdy rodzice powierzali Jej w owych strasznych czasach swe dzieci.

Sąsiad zadenuncjował że w domu pp. Fedeckich znajduje się żydowskie dziecko. Chodziło o córeczkę pp. Smilg, dziecko o wyraźnych rysach żydowskich. Gdy przybył agent gestapo pani Fedecka poleciła swojej córeczce Basi wyprowadzić żydowską dziewczynkę do ogrodu, sama zaś wszczęła dłuzszą rozmowę z gestapowcem i spytała go, czy potrafi pogłaskać własne dziecko rękami splamionymi krwią innych dzieci. Niemiec wyszedł by więcej nie powrócić.

Swą szlachetną siłą przekonywania wpłynęła p.Maria na Niemca Hempla by zaniechał udziału w krwawych zbrodniach. Hempel zdezerterował z armii hitlerowskiej i przyszedłszy do domu pp. Fedeckich w Lebiodzie opowiadał o straszliwych egzekucjach jakie miały miejsce w Wasiliszkach. Hempel otrzymał od p. Marii dokumenty na nazwisko Burchardt i miał pojechać do Szwajcarii.

Po latach okupacji p.Maria poczęła jako pełnomocnik do spraw repatriacji organizować z całą energią pomoc dla repatriantów. Ludzie będący w potrzebie zwracali się do niej z ufnością że ich prośby będą wysłuchane.

W dniu w którym czcimy pamięć wszystkich powstańców getta Warszawy i wszystkich bojowników walk z faszyzmem, wspomnijmy również z wdzięcznością i czcią szlachetną postać p.Marii Fedeckiej.

Erna Podhorizer-Sandel (1903-1984),
pracownik naukowy Ż
ydowskiego Instytutu Historyznego w Warszawie.

 

*Artykuł opublikowany w "Fołks-Sztyme",
Warszawa, sobota 16 kwietnia 1960, nr. 59 (1257)..
Tłumaczyła z jidysz Dr. Rasza Szlep-Fessel.


Wspomnienie

Raszy Szlep-Fessel
(wygłoszone w Yad Vashem)

 Często wracam wspomnieniami do przedwojennego Wilna żydowskiego, które dzisiaj żyje tylko w myślach małej i kurczącej się garstki niedobitków zagłady. Razem z tymi wspomnieniami nasuwają się nieodparcie postacie Polaków, takich jak Pani Maria Fedecka, którzy w tych najcięższych latach upodlenia i zezwierzęcenia okazali postawę prawdziwych ludzi i z narażeniem swojego życia i życia najbliższych udzielali Żydom schronienia i ratunku przed nieuchronną śmiercią. Byli to ludzie z przeróżnych kręgów i sfer - zarówno prości i niewykształceni wieśniacy, jak i inteligenci, urzędnicy i profesorowie. Niezależnie od motywacji, bądź o charakterze etycznym, bądź religijnym, czy innym - łączyła tych nieprzeciętnych bohaterów decyzja ratowania od niechybnej śmierci ludzi prześladowanych jedynie za przynależność do innej rasy.

 Żydzi wileńscy, którzy przed wojną stanowili trzecią część ludności miasta, żyli w nieomal całkowitej izolacji i kontakty ich z Polakami, poza stosunkami urzędowymi i handlowymi, kończyły się na progu mieszkania. Tym bardziej godna jest podziwu bohaterska postawa takich Polaków jak Pani Fedecka, którzy z tak wielkim poświeceniem udzielali ratunku osobom z obcego i tak różnego środowiska. A musieli oni skrzętnie ukrywać swoją szlachetną działalność nie tylko przed Niemcami, bo wiemy, ze mieli przeciw sobie i męty społeczne i grupy antysemickie, a żyli w otoczeniu biernej większości, która nie chciała się narażać. A tego instynktu samozachowawczego nie wolno lekceważyć. W obliczu zagłady nie tylko obcy ludzie, ale nie każdy ojciec i matka mogli być równi duchem Januszowi Korczakowi, Marii Fedeckiej i podobnym świetlanym postaciom. Można na dowód przytoczyć fragment wstrząsającego opowiadania Idy Fink "Wariat":

 " Jak auta zajechały na plac przed łaźnią, to ja kucnąłem w kąt między dwa domy i miotła mnie zakryła. Nikt, ani SS, ani Ordnungsdienst nie pomyśleli, że tam jest człowiek, bo tam stała miotła. Trząsłem się tak, że ta miotła się chwiała. Słyszałem wszystko, bo zamykali ich w łaźni, a dopiero potem ładowali na auta. Mówiłem: daj Boże, daj Boże. Sam nie wiedziałem co ten Bóg miał dać. Albo ja wiedziałem, czy ten Bóg jest? Skąd...

Pan wie...ktoś biegł, uciekał i ręką trącił miotłę. Ona upadła i teraz gdyby ktoś spojrzał w kąt, to byłby mój koniec. Bałem się ją podnieść, bo już prowadzili ich do aut.

Panie doktorze! Na pierwszym aucie stały moje dzieci, moje trzy...Widziałem, że starsza wie, ale że tamte płaczą ze zwykłego strachu. Nagle przestały płakać i najmłodsza - trzy latka - zawołała: Tato,tato, chodź do nas!.

W i d z i a ł y. One jedne odkryły mnie w tym kącie. Tylko ich oczy. Panie doktorze! - no i co? Ojciec...wyszedłem, pobiegłem do nich i razem...tak?

A ja przyłożyłem palec do ust, zagryzłem go ze strachu i trząsłem głową, że nie wolno wołać, żeby były cicho-sza!

Dwie młodsze jeszcze raz zawołały, ale tamta, moja pierwsza, zakryła im usta dłonią. Potem już było cicho..."

 Maria Fedecka ukrywała u siebie w domu wiele osób. Między innymi przygarnęła dziewięcio-miesięczne niemowlę żydowskie i chowała je przez cały okres okupacji. Nie mogła ukryć wszystkich ale drzwi jej domu były zawsze otwarte dla prześladowanych. Nigdy nie zabrakło jej odwagi i hartu ducha aby z nadludzkim wysiłkiem znaleźć dla nich schronienie. W tym szlachetnym dziele uczestniczyła cała rodzina Fedeckich i obecni z nami dzisiaj Basia i Ziemek, wtedy jeszcze dzieci.

Po wojnie poznałam grupę niezwykłych osób z tego grona bohaterów ratujących Żydów od zagłady. Należeli do nich obok Marii Fedeckiej - przełożona Klasztoru Urszulanek z Czarnego Boru, Wiktoria i Stefan Grzmielewscy, Prof. Tadeusz i Antonina Czeżowscy, Maryla i Feliks Wolscy, Józefa Tendziagolska. Zapewne nie wszystkich poznałam i nie wszystkich wymieniłam, ale ta lista niestety nie była bardzo długa.

Maria Fedecka, jak wszyscy inni szlachetni Polacy, którzy okazali tak godną postawę w obliczu ludobójstwa zasłużyli na szczególne wyróżnienie w historii ludzkości i na naszą bezgraniczną wdzięczność.

Jerozolima, 29 lutego 1988
Dr. Rasza Szlep-Fessel  (1913-1995)
Docent Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie